niedziela, 29 marca 2015

Muzułmanie tylko wykonują rozkazy

Przeczytałem właśnie wzmiankę o prezydencie Komorowskim, który bierze w Tunisie udział w marszu przeciwko terroryzmowi. I tak sobie myślę o tych moich nazistach zza ścian. Niedawno dopiero zrozumiałem, że nie miałem wyboru. Czy też nie miałem mieć. Ten koleś Shah Rukh (to imię) powiedział mi na początku, kiedy jeszcze rozmawialiśmy, że wierzy w ISIS. Skojarzyło mi się z tym ruchem morderców ale myślałem, że to IS. Tak, że ich wściekłość wynika z conajmniej dwóch powodów (drogi słowniku, "conajmniej" pisze się razem i jednak będę się przy tym upierał). Pierwszy: muzułmanom się nie odmawia (oni tak uważają). Robercik oczywiście nigdy nie wie z kim ma do czynienia i nie wie co mu grozi. Przecież identycznie bywało na ulicy. A skąd ja miałem wiedzieć, że ci trzej w dresach są groźni? Nie wiedziałem i to mnie uratowało. Oj, wstyd: trzech na jednego. 
Czyli ich nauczono, że im się nie odmawia (jakie to narcystyczne no nie?) Jesteśmy tak zajebiście niedowartościowani, że nie umiemy znieść odmowy. Oni nie mieli jaj, żeby odmówić lub zmienić religię na tą rdzenną, bardziej swoją własną tak jak my Polacy to robimy. U nas przecież też jedni pilnują drugich. Chrzciny i komunie robi się dla innych nie dla siebie. Ale my Polacy jesteśmy odważniejsi, silniejsi wewnętrznie. Ci zachowują się jak sekta, którą chyba ISIS są. Nie chce mi się sprawdzać a to że jeden z tych kolesi wygląda jak szafa i chodzi na siłownię, uwierzcie mi, nie robi na mnie wrażenia. Uważam nawet, że powinien chodzić częściej, może miałby mniej siły na trzaskanie drzwiami. Drugi powód to im żal, że ktoś ma wybór i wybiera a oni tak ja mówię, chcieliby się z tego wydostać ale jedno co sobie zostawiają to zawiść. Jak ten co nie pracuje i nie ma. Nie wiem o co chodzi, dlaczego nie dają sobie możliwości odejścia od tego. Widzę, że to ich gniecie, przeszkadza, unieszczęśliwia.
W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że oni wcale nie czują się obrażeni, bo to oni mnie nie chcą, nie ja ich. Tak sobie to po jakimś czasie wytłumaczyli. Można i tak. Tak, że bardzo, bardzo niedojrzali ludzie. Jeden, ten chudszy nawet pozbierał z podłogi frytki, które spadły mu 3 tyg temu ale tylko te swoje, pozostałego brudu nie, bo to nie jego. Mam wrażenie, że terroryzm zaczyna się w domu, to po prostu danie takim debilom jak moi współlokatorzy karabinów. Bo to, że ich bałagan jest lepszy od naszego chaosu i że ich syf jest bardziej cywilizowany to już im wmówiono. Tak, świat zachodni jest prymitywny a my muzułmanie musimy tych zachodnioeuropejczyków edukować. 
Kiedy w piątek wracałem rowerem z pracy i próbując przejechać przez chodnik w 3/4 zastawiony pakistańskimi straganami, a w 1/4 jakże przyjaźnie patrzącymi Pakistańczykami i na te pozastawiane samochodami chodniki i na jednych, którzy czekają na wyminięcie się z drugimi, zadałem sobie pytanie: czy ich samych to nie irytuje? Nie? Bo my jesteśmy kontra świat, tak? Więc agresja ulega przemieszczeniu na Europejczyków. Bo my lubimy jak jeden drugiemu zastawia wyjazd a stragany z owocami są, kurwa dla nas ważniejsze niż przejście i nas to wcale nie irytuje, bo to robią nasi. nie, kurwa, wcale nas to nie wkurwia. To takie podłe zakłamanie i fałsz jaki widać na tych twarzach. I to nie jest tylko złudzenie, jak wcześniej myślałem.

sobota, 21 marca 2015

Słowianie w tyle

Miałem dzisiaj możliwość pójść do świątyni Sikh zwanej Gurduara guru Nanaka. Zaprosilła mnie tam para przyjaciół z Indii.

 widok głównej sali
 symbol tej religii

W wikipedii przeczytałem, że religia ta powstała w XV wieku czyli jest bardzo młoda. Oraz, że głosi pokój, tolerancję i bla bla bla. Dlaczego "bla"? Już mówię ale zacznijmy od początku. Po wejściu ściągamy buty, nakrycia głowy zostają, wchodzimy do dużej sali, po lewej kuchnia i wydawanie darmowych posiłków, na prawo kobiety, na lewo mężczyźni. Po środku wejście do głównej sali. Jej centralnym elementem jest łóżko z symbolicznym blond trupem nań leżącym. Po lewej mężczyzna nakłada ci ręką poprzez worek foliowy (całe szczęście) garść słodkawej papki. Aha, przed ołtarzem jest skarbonka, do której wrzucamy symboliczne 2 pensy. Wychodzę z papką w garści, szukam chusteczek, mam, hura. Siadam na chodniku pod ścianą, skąd dwóch panów w turbanach mierzy mnie wzrokiem. Witam ich skinięciem głowy, siadam. Jeden z nich pyta mnie czy mieszkam w Luton, rozmowa urywa się po kilku zdaniach. Nie klei się. Koleżanka proponuje mi pójście po jedzenie. Na metalową tacę kucharki nakładają wszystkiego po trochę. Znane i nieznane ale ogólnie smaczne. Koleżanka mówi, że trzeba zjeść wszystko. Zjadam ze smakiem, na koniec zostawiłem cebulę, która też próbuję wcisnąć w całości ale pali mnie w nosie, nie daję rady, chcę znowu ratować się chusteczkami ale postanawiam zaryzykować i odnosimy tacę do zmywalni. 
Oddech ulgi po opisaniu tej wizyty. Dlaczego? Spojrzenia ludzi dające mi do zrozumienia, że jestem obcy. "witajcie w krainie gdzie obcy ginie" - przypomina mi się napis na niejednej ścianie pisany przez miejscowych pseudokibiców. I faktycznie, takie skojarzenie ma tu sens: jak kibic obcej drużyny zagubiony w sektorze przeciwnej drużyny (patrz wrogiej) 

I wnerwiło mnie strasznie, że my Polacy jesteśmy bodajże najstarszą kulturą znanego nam świata a wciąż jakbyśmy czekali aż te młode, agresywne religie zezwolą nam na praktykowanie naszych, rodzimych obrzędów. Tutaj sikhijska czyli kolejna wariacja na temat a my ukrywamy się w domach z naszymi wierzeniami. Chrześcijanie pozwolą? A może by zapytać muzułmanów? To tacy mili ludzie. I jeszcze agenci wcisnęli Słowianom kit, że swastyka to rodzimy symbol. Jednocześnie podprowadzili ich jak jeleni na odstrzał. Pierwsze zderzenie mieli na fejsbooku gdzie zabroniono im (i słusznie) używać znaku swastyki. Słusznie, bo to gówno nie jest słowiańskie, nie jest polskie. W Polsce rządzi siła pięści i dwudziestu debili skopało mnie nieraz za to, że się odzywam.

Spójrzcie na ten sikhijski jakże pokojowy symbol, na którym widnieje miecz i dwa sztylety. Przypomina mi logo Quake'a. I jest to kolejna opcja, gdzie w centrum, na ołtarzu jest trup. Można sobie powiększyć zdjęcie.

Wyobrażam to sobie tak drodzy Słowianie. Możecie się nie zgodzić i nadal pielęgnować czyjeś symbole jak krzyż i swastyka. Lub w innej wersji wyrzucić krzyż i pielęgnować swastykę. Równie debilne. 

My też moglibyśmy mieć takie wariacje. Te kłótnie o jedność kończą się zaborami, tak samo jest teraz. Możemy mieć różne symbole, różne opcje wiary przyrody, rodzimej wiary i być Polakami, to nie przeszkadza. Różne symbole ale jedna tożsamość. I zamiast modlić się do trupów w mojej wersji przychodzi mi do głowy symbol życia, który jest bardzo złożony, bo ma wiele znaczeń, mianowicie Drzewo. Trwałość, długowieczność, głębokie korzenie, rozgałęzienia. Właśnie: rozgałęzienia. Moje rozgałęzienie to wyobraźmy sobie stare drzewo obudowane oranżerią, wokół niego wierni przychodzą rozmawiać, jeść a co? my też możemy. Przyzwyczailiśmy się do zasiadania w ponurym, zimnym "kościele" i do bicia się po cyckach "moja wina moja wina". Tak, to wasza wina: że przyjmujecie obce symbole.  










niedziela, 1 marca 2015

Z jednej gwiazdy.

Szczerze mówiąc nie wiedziałem, że Układ Słoneczny powstał po wybuchu supernowej.
Proszę zobaczyć 9:00 minuta. 
To znaczy, że wszyscy pochodzimy z jednej gwiazdy. To dosłowne ale i symboliczne. Szczególnie brzmi to w odniesieniu do tego chorego zwalczania się ludzi nawzajem.
Myślę, że cokolwiek się robi, szczególnie podczas konfliktu z kimś warto zawsze mieć w głowie ten fakt. 
Źle idzie mi dzisiaj pisanie.
Pomyślałem, że szkoda, że ta supernowa nie ma nazwy. Taka kraina, taka mama, taki brzuch itd. Radioaktywny i śmiertelny ale jakże urodzajny już po upływie 1,5 miliarda lat i jakże bardziej urodzajny po upływie 4,5 miliarda lat czyli dzisiaj. I znowu lokalność. Nie pochodzimy z jakiejś tam odległej o lata świetlne gwiazdy ale z tej naszej, tutaj, która była w miejscu gdzie ty siedzisz i czytasz ten tekst, w miejscu gdzie ja go piszę 1,5 tysiąca kilometrów od ciebie.
To jest też spójne z filozofią przyrody, że donikąd nie odchodzimy po śmierci, jesteśmy tutaj w drzewach, w ziemi, powietrzu, plonach. I jak widać nie przychodzimy z jakiejś odległej gwiazdo-krainy ale też jesteśmy stąd. Nie ruszamy się, nie wędrujemy. Jaka ta ulga gdy pomyślę, że ponad dwa lata temu wyjechałem i szukam swojego miejsca.




czwartek, 12 lutego 2015

Muzułmanie kontra reszta świata

Zanim zamieszkałem z muzułmanami postanowiłem nie kierować się powszechną opinią ale wyrobić sobie jak zwykle własne zdanie. Po 4 miesiącach panowie muzułmanie przestali udawać uprzejmych. To zwykle czas po, którym sprawcy w szpitalu również przestawali udawać. Po takim czasie puszcza napięcie, lub/i czują się na tyle bezpieczni, żeby pozwolić sobie na agresję.
Reguły tej "religii" to w skrócie spis zakazów i nakazów, w którym zabrania się tego co zdrowe dla redukcji napięcia i samorealizacji a nakazuje się to co okrutne. Tak, że oni nie maja wyjścia, ten zestaw reguł pcha ich w przemoc. Nie ma komunikacji, nie ma miejsca na dyskusję. Oni nie mają wyboru. Odniosłem wrażenie, że werbowanie nowych "wiernych" jest swoistym mechanizmem mającym zagłuszyć wątpliwości, na które nie ma tam miejsca. Po dłuższym zastanowieniu pomyślałem, że ona po prostu nie jest dla nich atrakcyjna. Jedyne co ich trzyma to strach przed odrzuceniem przez ich społeczność gdyby chcieli zmienić wiarę. A także strach przed krzywda jaką wyrządzić mógłby ich bóg gdyby od niej odeszli. Infantylne ale tak to wygląda w rzeczywistości. Jednym słowem mamy tu przemożną, ogromną chęć odejścia muzułmanów od islamu. Inne religie, inne podejścia do życia są dla nich atrakcyjniejsze. Jedno, co ich w tym trzyma to infantylny w tym przypadku strach przed karą.
Nic dziwnego, nie pozwala się rozwijać. Przeciwnie ten zestaw zakazów zabrania ci rozwoju, a nawet samodzielnego myślenia i oceniania tego co ci mówią. Mózg się buntuje, skoro ma w swojej naturze rozwój, poznawanie, ocenianie zjawisk i sytuacji. No dobrze, może nie możesz się rozwijać ale za to możesz zabijać. hura......:-(

Wyobraźcie sobie sytuację. Ja i koleżanka z pracy stoimy na dworze i rozmawiamy o jej "religii". Ona w muzułmańskiej chuście, pali papierosa, odpowiada na moje pytania. Po co jest chusta? Żeby takim jak ty się nie podobać tylko mężowi. "Takim jak ty". Dziękuję bardzo. "Bo to prowadzi do zalotów, a nie wolno fantazjować o seksie".
No więc, nie wolno fantazjować. Pamiętacie sprawców? U nich zaburzona jest zdolność do neutralizacji impulsów agresywnych poprzez fantazjowanie. Fantazjujesz o mordowaniu, o agresji gdy jesteś wściekły? Więc nigdy tego nie zrobisz. U nich na opak. Nie możesz fantazjować, żeby to robić.
Fantazja redukuje napięcie ale i wzmaga, dzięki temu masz motywację do szukania partnera, partnerki. Fantazja o kimś innym niż twój partner też nie jest zła. Fantazjujesz o kimś ale seks uprawiasz ze swoim realnym partnerem. To chroni związek przed zdradą, zgadza się? Nie wolno fantazjować, więc i chyba masturbacja jako redukcja napięcia też jest grzechem. Widzicie więc system zakazów, który wszelkie zdrowe popędy przekształca w agresję. Nie możesz fantazjować, nie możesz się podobać itd.
Jedno dobre, że w okresie tego wyganiania muzułmanów z Europy postawa Anglików wobec mnie z dnia na dzień polepszyła się. Zobaczymy na jak długo.

Wracając do muzułmanów. To co wyżej z zestawieniu z tym, iż młode dorosłe dziewczyny mimo iż pilnowane, kontrolowane przez rodziców uprawiają seks w miejscach pracy (!) oraz noszą w torbach zwykłe ciuchy, które przed powrotem do domu przebierają na tradycyjne.
Ta kultura kończy się w krajach gdzie muzułmanki chcą żyć jak cywilizowani ludzie. Łamią nakazy zyskując zdrowie. Tak w wielkim skrócie, bo jestem zmęczony. Od kiedy przestali udawać o czwartej rano budzą się, trzaskają wszelkimi możliwymi drzwiami, tupią, śmieją się, krzyczą.
Na początku była próba zwerbowania mnie ale powiedziałem, że nie potrzebuje tego, bo mam naszą Polską religię. Chrześcijańską? Zapytał. Nie, Polską (!).

Oni ciągle się boją, to u nich permanentny stan. Ponieważ są sprawcami ten lęk przekształcają w agresję. I jak wszyscy agresorzy potrafią manipulować udając ofiarę, że niby to oni są prześladowani.






sobota, 24 stycznia 2015

85% brakującej masy kosmosu. Ciemna materia nie istnieje.

Obejrzałem parę razy film Na tropach czarnej materii i coś mi nie pasowało. Pani astronom zmierzyła prędkość gwiazd w galaktyce i okazała się ona większa niż się spodziewała. W innym filmie była informacja, iż im większa prędkość tym większa masa. Może chociaż raz Einstein nie mówił bzdur?
Jeśli miał rację to na masę gwiazd oraz galaktyk samych w sobie ma wpływ prędkość liniowa oraz obrotowa. Liniowa jest podobno bliska prędkości światła. Zaproponowałem na you tube stworzenie symulacji komputerowej kompleksu jakim jest galaktyka ponieważ tutaj masa części oraz całości daje potencjalnie zupełnie nową jakość. Myślę, że tu jest odpowiedź na brakujące czy raczej źle zmierzone 85% masy kosmosu.

Eksperyment "któraś z cząstek ciemnej materii powinna uderzyć w atom ksenonu raz na kilka lub kilkanaście dni". Ale nie uderza mimo, iż jak powiedziano wcześniej żyjemy w nawałnicy ciemnej materii. Hipoteza zerowa: ciemna materia nie wchodzi w interakcję z ksenonem.
Hipoteza zerowa2: ten eksperyment nie potwierdza istnienia ciemnej materii.

Coraz głupsi ludzi zajmują się nauką ale na tyle cwani, że wyciągają granty finansowe na coś co nie działa. Mądrzy pasą świnie i robią wiele innych rzeczy, a powinni zajmować się badaniami naukowymi, żeby pomóc cywilizacji rozumieć świat. Nauka stanęła w miejscu. Amerykański pogląd: "nie wymyślaj niczego nowego tylko weź coś co już istnieje i to ulepsz" osiągnął swój efekt kulminacyjny: wszystko co istnieje dzisiaj w technologii to ulepszone lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Tylko tyle. Powrót do jaskiń.

niedziela, 11 stycznia 2015

Żywy kosmos

Oglądając dokument pt Podróż na kraniec wszechświata mam wrażenie, że kosmos żyje. Tak, dlatego że w taki sposób jest zbudowana ludzka psychika. Spostrzegamy rzeczy tak jakby były żywe, animizm. I jest to mechanizm dzięki któremu przetrwaliśmy, bo szanowaliśmy przyrodę. Wszystko czuje, wszystko jest żywe i chce żyć. Dlatego patrzyliśmy na świat jakbysmy byli nie tylko nami ale otoczeniem.
Dzisiejsi ludzie, prymitywniejsi od tych sprzed 40 tys lat uparcie trzymają się biologicznej definicji życia. Owszem, zostańmy przy niej ale żeby nie pozostać w poczuciu osamotnienia w przestrzeni kosmicznej rozszerzmy ją trochę. Pokazane na tych animacjach procesy przypominają życie a nawet intencjonalność. To nie intencjonalność w sensie ludzkim ale swoista przypadkowość i finalnie harmonia procesów, która prowadzi do powstania życia biologicznego. Czyli jest ono jakimś etapem życia niebiologicznego na kontinuum procesów zachodzących w kosmosie.
Narrator często mówi w tym filmie o potrzebie ratowania się, ucieczki z Ziemi. Ale po co? To my, nasze cząstki przybyliśmy tu jako kosmiczna materia, pierwiastki. To my jesteśmy pradawnymi oceanami i wulkanami. Każdy z nas zaraz po urodzeniu był tak mały, że musiał przetworzyć wiele minerałów i roślin z Ziemi, żeby stać się większy. Jest tak? Przed chwilą byłeś trawą, którą skubała krowa czy owca na łące, potem byłeś owcą, teraz jesteś sobą, który czyta te słowa. Moja córka gdy uczyła się mówić odkryła taką formę: tata-ja, mama-ja, Asia-ja. Widać, że rozwijający się mózg małego dziecka ma ogromny potencjał, tylko trzeba to odpowiednio rozumieć. Nie, że dziecko jest głupie i nie zna gramatyki. Niewiedza i zarazem ekwipotencjał mózgu dziecka mogą być inspirujące. Wydaje się ukazywać nam potencjał umysłowy pojedynczej osoby sięgający do pradawnych czasów, kiedy nie było jeszcze systemu który okrajałby nam ten potencjał robiąc z nas przestraszonych niewolników, którzy nie cierpią książek, bo i po co, skoro ich zadaniem jest konsumować produkty czyli utrzymywać miliarderów.
Czyli znowu rozdwaja nam się ta droga: ta, która jest, gdzie odczłowiecza się nawet ludzi, żeby jakoś wytłumaczyć sobie ich zabijanie: bo nie są prawdziwi (o tym kiedy indziej). Pierwotna i ta zdrowa droga to nadawanie życia otaczjącemu nas światu. Kosmos żyje, a my w tym kosmosie jesteśmy wieczni. Jesteśmy kosmosem. Nie musimy uciekać z Ziemi za 4,5 mld lat. Fizycznie i metaforycznie będziemy wtedy Słońcem. Jak już wiele razy pisałem rdzenne kultury trzeba było zdewaluować, pokazać jako prymitywne, żeby móc je ograbić i zaprząc do tej maszynki niszczącej ludzkość.
Następny interesujący film Earth; making of a planet mimo iż bardzo ciekawy ukazuje powstanie ziemi poprzez filozofię życia, która ponownie okraja nasze istnienie. Człowiek czyli my ukazujemy się pod koniec filmu, względnie niedaleko teraźniejszości. Oglądając ten film spójrzcie na to w ten sposób: my to płynna skała, my to zderzające się planety, my to pierwsze procesy geologiczne na uformowanej jeszcze ubogiej w tlen Ziemi. My już tam byliśmy i po teraźniejszości też będziemy. Wracając do obłoku gazów za 5 mld lat, to też my na określonym etapie, w innej niż ludzka formie. Czy innej niż samoświadoma? Nie wiemy. Nie tylko my ludzie definiujemy świat – robi to każde zwierzę, żeby rozpoznawać i oceniać otoczenie. Czy ptak na drzewie definiuje drzewo? Oczywiście, że tak. Robi to po swojemu, obrazowo jak my oraz być może werbalnie-dźwiękowo. Jest to możliwe? Jest ale kto się nad tym zastanawia, kiedy zaprzęgliśmy samych siebie do walki na śmierć i życie, żeby spłacić kredyty na domy zaciągnięte na 30 lat.

Czy ta niebiologiczna część natury definiuje? Czy ma świadomość? Nie wiemy. Ale my ludzie mamy niesamowitą łatwość wyobrażania sobie tego. My to ożywiamy. Chodzi mi o to, żebyśmy wydobyli się z tej depresyjnej dziury redukcjonizmu i wrócili do bardziej zaawansowanego myślenia jakie dawało nam żyć przez setki tysiący pokoleń. Czy to takie trudne? Przecież w tej depresyjnej, powszechnej wizji, że nie było nas a potem znowu mnie nie będzie a potem to słonko się zrobi duże i gorące, że w ogóle nic tylko uciekać. Z tej wizji świata rodzi się beznadzieja, agresja, wojny. Gdyby ta wizja była realistycza mordercy (mam na myśli wojsko) nie baliby się duchów tych, których zabili, nie baliby się kary, nie prześladowałyby ich koszmary nie wymyślaliby sposobów na zracjonalizowanie, żeby ponownie uśmiercić nieżywe już ofiary. Racjonalizacja, że jeśli coś zabijesz to przestaje istnieć jest nierealistyczna. Pozory racjonalizmu nadaje jej powszechność. To jedyne co utrzymuje ją przy życiu. 

sobota, 13 grudnia 2014

Równoległość kwazarowych strumieni energii

Kilka dni temu przeczytałem o tym odkryciu i zacząłem się nad tym zastanawiać.
Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to powrót do spojrzenia na wszechświat znowu w mikroskali. Obiekty kosmiczne odległe od siebie o miliardy lat świetlnych, co już samo w sobie jest niewyobrażalne wydają się być elementami jakiejś ustrukturowanej całości. Czyli kosmos nie jako chaotyczne wybuchy ale coś co ma punkt odniesienia czyli jak mówiłem stanowi jakiś funkcjonalny moduł. Lokalność kosmosu, lokalność w znaczeniu dotychczas odkrytego przez teleskopy czyli lokalny wszechświat ma promień 16 mld lat świetlnych. Jeśli wierzyć temu co mówi się o prędkości światła obrazy te są o 16 mld lat przeterminowane. Równie dobrze mogą tam teraz śmigać kosmiczne tramwaje podwożące ludzi do pracy z jednej planety na drugą ale ziemska ludzkość tego nie zobaczy.
Ale wracając do wątku:

Mamy zorganizowaną makrostrukturę, na której istnienie wskazuje równoległość kwazarowych „jetów”. Idąc dalej, żeby układać się równolegle pomimo odległości musi istnieć siła, która to powoduje lub/i wskazuje kierunek układania się tychże. Czyli coś co legendarnie nazywa filozofia i religia: siła spajająca wszechświat. Oto i ona:-) Co to znaczy w konsekwencji w sensie fizycznym. Nie wiadomo. Można wnioskować ale nie mam na dzień dzisiejszy pomysłu.  

Aha i dziękuję twórcom programów popularnonaukowych typu discovery, że zaczęli używać określenia "cosmos" w miejsce dotychczasowego "space" o czym już pisałem. W odniesieniu do dzisiejszego wpisu, czy raczej odkrycia o którym mowa pojęcie "kosmos - harmonia" pasuje tu jeszcze bardziej niż mogło się metaforycznie wydawać starożytnym greckim filozofom.