sobota, 24 stycznia 2015

85% barkującej masy kosmosu. Ciemna materia nie istnieje.

Obejrzałem parę razy film Na tropach czarnej materii i coś mi nie pasowało. Pani astronom zmierzyła prędkość gwiazd w galaktyce i okazała się ona większa niż się spodziewała. W innym filmie była informacja, iż im większa prędkość tym większa masa. Może chociaż raz Einstein nie mówił bzdur?
Jeśli miał rację to na masę gwiazd oraz galaktyk samych w sobie ma wpływ prędkość liniowa oraz obrotowa. Liniowa jest podobno bliska prędkości światła. Zaproponowałem na you tube stworzenie symulacji komputerowej kompleksu jakim jest galaktyka ponieważ tutaj masa części oraz całości daje potencjalnie zupełnie nową jakość. Myślę, że tu jest odpowiedź na brakujące czy raczej źle zmierzone 85% masy kosmosu.

Eksperyment "któraś z cząstek ciemnej materii powinna uderzyć w atom ksenonu raz na kilka lub kilkanaście dni". Ale nie uderza mimo, iż jak powiedziano wcześniej żyjemy w nawałnicy ciemnej materii. Hipoteza zerowa: ciemna materia nie wchodzi w interakcję z ksenonem.
Hipoteza zerowa2: ten eksperyment nie potwierdza istnienia ciemnej materii.

Coraz głupsi ludzi zajmują się nauką ale na tyle cwani, że wyciągają granty finansowe na coś co nie działa. Mądrzy pasą świnie i robią wiele innych rzeczy, a powinni zajmować się badaniami naukowymi, żeby pomóc cywilizacji rozumieć świat. Nauka stanęła w miejscu. Amerykański pogląd: "nie wymyślaj niczego nowego tylko weź coś co już istnieje i to ulepsz" osiągnął swój efekt kulminacyjny: wszystko co istnieje dzisiaj w technologii to ulepszone lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Tylko tyle. Powrót do jaskiń.

niedziela, 11 stycznia 2015

Żywy kosmos

Oglądając dokument pt Podróż na kraniec wszechświata mam wrażenie, że kosmos żyje. Tak, dlatego że w taki sposób jest zbudowana ludzka psychika. Spostrzegamy rzeczy tak jakby były żywe, animizm. I jest to mechanizm dzięki któremu przetrwaliśmy, bo szanowaliśmy przyrodę. Wszystko czuje, wszystko jest żywe i chce żyć. Dlatego patrzyliśmy na świat jakbysmy byli nie tylko nami ale otoczeniem.
Dzisiejsi ludzie, prymitywniejsi od tych sprzed 40 tys lat uparcie trzymają się biologicznej definicji życia. Owszem, zostańmy przy niej ale żeby nie pozostać w poczuciu osamotnienia w przestrzeni kosmicznej rozszerzmy ją trochę. Pokazane na tych animacjach procesy przypominają życie a nawet intencjonalność. To nie intencjonalność w sensie ludzkim ale swoista przypadkowość i finalnie harmonia procesów, która prowadzi do powstania życia biologicznego. Czyli jest ono jakimś etapem życia niebiologicznego na kontinuum procesów zachodzących w kosmosie.
Narrator często mówi w tym filmie o potrzebie ratowania się, ucieczki z Ziemi. Ale po co? To my, nasze cząstki przybyliśmy tu jako kosmiczna materia, pierwiastki. To my jesteśmy pradawnymi oceanami i wulkanami. Każdy z nas zaraz po urodzeniu był tak mały, że musiał przetworzyć wiele minerałów i roślin z Ziemi, żeby stać się większy. Jest tak? Przed chwilą byłeś trawą, którą skubała krowa czy owca na łące, potem byłeś owcą, teraz jesteś sobą, który czyta te słowa. Moja córka gdy uczyła się mówić odkryła taką formę: tata-ja, mama-ja, Asia-ja. Widać, że rozwijający się mózg małego dziecka ma ogromny potencjał, tylko trzeba to odpowiednio rozumieć. Nie, że dziecko jest głupie i nie zna gramatyki. Niewiedza i zarazem ekwipotencjał mózgu dziecka mogą być inspirujące. Wydaje się ukazywać nam potencjał umysłowy pojedynczej osoby sięgający do pradawnych czasów, kiedy nie było jeszcze systemu który okrajałby nam ten potencjał robiąc z nas przestraszonych niewolników, którzy nie cierpią książek, bo i po co, skoro ich zadaniem jest konsumować produkty czyli utrzymywać miliarderów.
Czyli znowu rozdwaja nam się ta droga: ta, która jest, gdzie odczłowiecza się nawet ludzi, żeby jakoś wytłumaczyć sobie ich zabijanie: bo nie są prawdziwi (o tym kiedy indziej). Pierwotna i ta zdrowa droga to nadawanie życia otaczjącemu nas światu. Kosmos żyje, a my w tym kosmosie jesteśmy wieczni. Jesteśmy kosmosem. Nie musimy uciekać z Ziemi za 4,5 mld lat. Fizycznie i metaforycznie będziemy wtedy Słońcem. Jak już wiele razy pisałem rdzenne kultury trzeba było zdewaluować, pokazać jako prymitywne, żeby móc je ograbić i zaprząc do tej maszynki niszczącej ludzkość.
Następny interesujący film Earth; making of a planet mimo iż bardzo ciekawy ukazuje powstanie ziemi poprzez filozofię życia, która ponownie okraja nasze istnienie. Człowiek czyli my ukazujemy się pod koniec filmu, względnie niedaleko teraźniejszości. Oglądając ten film spójrzcie na to w ten sposób: my to płynna skała, my to zderzające się planety, my to pierwsze procesy geologiczne na uformowanej jeszcze ubogiej w tlen Ziemi. My już tam byliśmy i po teraźniejszości też będziemy. Wracając do obłoku gazów za 5 mld lat, to też my na określonym etapie, w innej niż ludzka formie. Czy innej niż samoświadoma? Nie wiemy. Nie tylko my ludzie definiujemy świat – robi to każde zwierzę, żeby rozpoznawać i oceniać otoczenie. Czy ptak na drzewie definiuje drzewo? Oczywiście, że tak. Robi to po swojemu, obrazowo jak my oraz być może werbalnie-dźwiękowo. Jest to możliwe? Jest ale kto się nad tym zastanawia, kiedy zaprzęgliśmy samych siebie do walki na śmierć i życie, żeby spłacić kredyty na domy zaciągnięte na 30 lat.

Czy ta niebiologiczna część natury definiuje? Czy ma świadomość? Nie wiemy. Ale my ludzie mamy niesamowitą łatwość wyobrażania sobie tego. My to ożywiamy. Chodzi mi o to, żebyśmy wydobyli się z tej depresyjnej dziury redukcjonizmu i wrócili do bardziej zaawansowanego myślenia jakie dawało nam żyć przez setki tysiący pokoleń. Czy to takie trudne? Przecież w tej depresyjnej, powszechnej wizji, że nie było nas a potem znowu mnie nie będzie a potem to słonko się zrobi duże i gorące, że w ogóle nic tylko uciekać. Z tej wizji świata rodzi się beznadzieja, agresja, wojny. Gdyby ta wizja była realistycza mordercy (mam na myśli wojsko) nie baliby się duchów tych, których zabili, nie baliby się kary, nie prześladowałyby ich koszmary nie wymyślaliby sposobów na zracjonalizowanie, żeby ponownie uśmiercić nieżywe już ofiary. Racjonalizacja, że jeśli coś zabijesz to przestaje istnieć jest nierealistyczna. Pozory racjonalizmu nadaje jej powszechność. To jedyne co utrzymuje ją przy życiu. 

sobota, 13 grudnia 2014

Równoległość kwazarowych strumieni energii

Kilka dni temu przeczytałem o tym odkryciu i zacząłem się nad tym zastanawiać.
Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to powrót do spojrzenia na wszechświat znowu w mikroskali. Obiekty kosmiczne odległe od siebie o miliardy lat świetlnych, co już samo w sobie jest niewyobrażalne wydają się być elementami jakiejś ustrukturowanej całości. Czyli kosmos nie jako chaotyczne wybuchy ale coś co ma punkt odniesienia czyli jak mówiłem stanowi jakiś funkcjonalny moduł. Lokalność kosmosu, lokalność w znaczeniu dotychczas odkrytego przez teleskopy czyli lokalny wszechświat ma promień 16 mld lat świetlnych. Jeśli wierzyć temu co mówi się o prędkości światła obrazy te są o 16 mld lat przeterminowane. Równie dobrze mogą tam teraz śmigać kosmiczne tramwaje podwożące ludzi do pracy z jednej planety na drugą ale ziemska ludzkość tego nie zobaczy.
Ale wracając do wątku:

Mamy zorganizowaną makrostrukturę, na której istnienie wskazuje równoległość kwazarowych „jetów”. Idąc dalej, żeby układać się równolegle pomimo odległości musi istnieć siła, która to powoduje lub/i wskazuje kierunek układania się tychże. Czyli coś co legendarnie nazywa filozofia i religia: siła spajająca wszechświat. Oto i ona:-) Co to znaczy w konsekwencji w sensie fizycznym. Nie wiadomo. Można wnioskować ale nie mam na dzień dzisiejszy pomysłu.  

Aha i dziękuję twórcom programów popularnonaukowych typu discovery, że zaczęli używać określenia "cosmos" w miejsce dotychczasowego "space" o czym już pisałem. W odniesieniu do dzisiejszego wpisu, czy raczej odkrycia o którym mowa pojęcie "kosmos - harmonia" pasuje tu jeszcze bardziej niż mogło się metaforycznie wydawać starożytnym greckim filozofom.

czwartek, 30 października 2014

psychopaci cofają świat cd

Gdyby nie psychopaci mój projekt już od 12 lat rozwijałby się. Mielibyśmy inteligentne roboty, które za nas pracują. Psychopaci chcą mieć świat taki jaki oni rozumieją tzn: manipulowanie, komplikowanie prostych sytuacji, pielęgnowanie stanu kryzysu. Jednocześnie dla nich jest to szczyt intelektu, są dumni z tych prymitywnych zachowań podczas gdy dla normalnych, inteligentnych ludzi te strategie są żenujące i infantylne.
Gdzie jesteśmy po kilku tysiącach lat tzw cywilizacji? Psychopaci zatkali swoimi tępymi dupami kierownicze stanowiska i normalnie rozwinięci ludzie nie mają szans ich dostać. Gdyby tak było nasza cywilizacja byłaby już od setek lat o wiele dalej technologicznie i społecznie niż oglądamy to w filmach science fiction.

To co obserwuję na oddziale gdzie pracuję. Od 9 miesięcy zespół pełza od kryzysu do kryzysu. Jest permanentnie w fazie konfliktu-rozpadu. Podczas gdy normalnie są to fazy przejściowe. Tutaj (Anglia) "rozwiązanie" zastępowania wypalonych przedwcześnie pracowników innymi stało się normą.  Dlatego ten system potrzebuje 3x tyle osób niż realnie potrzeba. Dlatego potrzebuje napływu świeżej siły roboczej. Anglicy sami produkują ta sytuację i nienawidzą emigrantów.
W zespole są acting-outy i konflikty, nie ma integracji zespołu, nie ma rozwoju. Jest niewykwalifikowany w zarządzaniu procesem grupowym manager ale za to uzależniony od alkoholu i jest on wyraźnie zadowolony z siebie. Takie czasy, bardziej agresywni wycinają w pień bardziej rozwiniętych. I właściwie co w tym złego, no nie? Taki chory rodzaj selekcji. Ziemia bez ludzkości może istnieć.

wtorek, 21 października 2014

Technologia zwalczania Polaków

W tym wpisie wróce do szkoły, do której chodził mój syn. Akcja toczy się ponownie wokół lekcji na basenie. Krzycząca Pani z wuefu, nic takiego no nie? Moje dziecko, które broni się gdy ona próbuje wrzucić je do zimnej wody. Jego wychowawczyni atakująca mnie, gdy powiedziałem jej, że matka go bije i poprosiłem o pomoc. Przecież tu chodzi o coś zupełnie odwrotnego: zniszczyć Polaków póki są jeszcze mali. W ramach tego niszczenia wyszła na jaw straszna sprawa (choć dla twardej pani sędzi wydziału rodzinnego wcale nie straszna). W tym roku (kiedy mój syn na szczęście chodzi do innej szkoły) miały miejsce następujące sytuacje: chłopcy ze starszej klasy przychodzili do szatni, kiedy przebierali się w niej koledzy mojego syna z trzeciej klasy i upokarzali ich wyśmiewając ich małe penisy (bo oni mieli już większe, nie nie?) oraz zmuszali ich, żeby je sobie mierzyli. Tym razem prokuratura chętnie zajęła się dotraumatyzowniem obydwu grup chłopców. Tak się to robi. Grupa chłopców, którzy mają traumę do końca życia i zamiast rozwijać się będą musieli poświęcić część czasu na wygrzebanie się z tej traumy.
Psycholog napierdala trauma trauma, no nie? Życzę Pani prokurator, żeby stała się ofiarą przemocy, pani z wuefu oraz byłej wychowawczyni mojego syna.
Ci mali sprawcy nie są świadomi, że uwikłano ich matki (bezmyślne stworzenia, ptasie móżdżki) w myślenie, że przemoc wobec dzieci (a szczególnie synów) jest dobra. Oni w ramach kompensacji tych lat poniżeń zrobili innym coś co odzwierciedlało jak oni się czują: niekompetentni, poniżeni, upokorzeni.
Kolejne dzieci, których rozwój został powstrzymany. Chodzili do klasy sportowej, mieli być olimpijczykami. Ale będą się wychowywać w ośrodku dla niegrzecznych gdzie jak słyszałem wychowawca załatwia problemy waląc dwunastolatków pięścią w brzuch. Będą mieli za swoje, no nie? Widać, że jest to efekt nie reagowania prokuratury na przemoc matek wobec dzieci? Czy jest to jeszcze niezbyt wyraziste? Czyli etap, lata wcześniej. Gdyby prokuratura i policja nie chroniły sprawczyń przemocy nie doszłoby do tego. Nie chronienie jest pierwszym etapem krzywdzenia dzieci przez prokuraturę i policję w Polsce, interweniowanie dopiero gdy dzieci stają się sprawcami oraz brutalność doświadczana w ośrodkach jakże wychowawczych to drugi (i nie ostatni jak wiemy) etap niszczenia Polaków. Jakże wspaniałym narzędziem jest ta prokuratura, nieprawdaż?
Zastanawiam się czy w ramach materiałów dowodowych zapytali dzieci czy to wszystko filmowały. Bo „nie ma filmu, nie ma przestępstwa”. Pracownicy systemu prawnego w Polsce lubią takie filmy.

A potem wódeczka, kokaina, modlitwa i do pracy (jakże kosztownej "pracy"). O ofiarach nie mówię, bo policji ci chłopcy nie interesują (chyba, że mają filmy).

piątek, 3 października 2014

psychopaci cofają świat - "new dark ages"

Jak pisałem psychopata to osoba u której mózg przedwcześnie przestał się rozwijać i od tego momentu rozwija się w kierunku patologicznym: sadyzm, agresywne zachowania, skłonność do nadużywania substancji psychoaktywnych, manipulacja, paranoiczny lęk.
Mitem jest błyskotliwy psychopata. Psychopata to ktoś, kto potrafi zrobić dobre wrażenie, kto bardzo często (zbyt często) jest wybierany na szefa. Dlaczego? Dlatego, że ma wyidealizowany dzięki mechanizmom obronnym obraz siebie. Nie jest kompetentny i nie zdaje sobie sprawy z trudności jakie mogą go spotkać. Dzięki temu na rozmowie kwalifikacyjnej wypada świetnie. Brak wyczucia, brak rozumienia sytuacji, szybkie wpadanie w gniew. W sytuacji kryzysu psychopata stosuje typową strategię: szuka kozła ofiarnego. Nie, nie rozwiązuje problemu, to jest poza jego zasięgiem. Za to sprzedaje innym bajkę, że to ktoś inny ma problem, ktoś inny sobie nie radzi, nie on. Tak funkcjonuje wspólczesny świat. W Polsce psychopatia jest w rozkwicie powodując degradację relacji międzyludzkich. Na pierwszy plan wysunął się swoisty kanibalizm. Czy raczej kanibalizm w nieco zmodyfikowanej formie. Jedni patrzą na drugich jak na jedzenie (źródło pieniędzy).
W Anglii, gdzie nadal mieszkam system wydaje się funkcjonować bardziej praktycznie i jeśli psychopata w dalszej fazie przynosi straty (bo jakżeby inaczej) jest wyrzucany po tym jak nie udaje mu się stworzyć odpowiednio wiarygodnego kozła ofiarnego. Psychopata przynosi zysk kiedy za wszelką cenę wyciska z ludzi siódme poty dla zrobienia wyniku finansowego. Ale nie potrafi wyczuć granicy, kiedy przestać i co dać w zamian. Okazuje się, że pieniądze jako jedyna motywacja działają tak, że ludzie się wypalają, zwalniają z pracy. Kto jest winien, oczywiście szef ze swoją strategią "jakoś to będzie a w razie kłopotów wytworzy się winnego". No więc psychopatyczny szef nie ma wiedzy o procesie grupowym, bo po co, no nie? Ma pod ręką starą, wytartą strategię szukania kozła ofiarnego. Zamiast rozwiązać problem stwarza wrażenie, że to ktoś inny zawinił. No dobrze, osoba zostaje ukarana lub zwolniona ale po pewnym czasie psychopata znowu ma kryzys. Pije, ćpa i szuka kozła ofiarnego. Jednak kolejny raz? Świat dostosował się do ich poziomu myślenia, rozumienia, fukncjonowania. A raczej oni go sobie tak dostosowali. Ten schemat działa na wszelkich szczeblach hierarchii społecznej.

Nieraz spotkałem się w korespondencji z menadżerami firm hitech, że postęp jest. Jak u komunistów. Przecież mamy trabanty, wartburgi, syrenkę itd. Niczego tym samochodom nie brakuje, a nawet są lepsze niż ten zachodni szajs typu mercedes, BMW, volkswagen, porsche. Dokładnie taka sytuacja panuje dziś w dziedzinie robotyki i technologii AI.

niedziela, 29 czerwca 2014

Agresywni = genetycznie uszkodzeni

Znowu muszę przejść przez mękę przekształcenia objętości informacyjnej w wąski strumień słów. Przepraszam, że znowu piszę bez ogródek (patrz tytuł wpisu) ale nie znam się na dyplomacji. Prawie każdy kolejny wpis jest nawiązaniem do któegoś z poprzednich. Ten nawiązuje to nienormalnego mitu pt”przetrwają bardziej agresywni”. Silniejsi? Ale co to dzisiaj oznacza jeśli nie „bardziej agresywni”? Ta „magiczna” liczba 12 daje mi pretekst to wielu podsumowań. Jednym z nich jest obserwacja z czego składają się osoby nadmiernie agresywne. Napisałbym: mające problem z agresją, ale te osoby nie uważają tego za problem. Jedyny ich problem to: jak to ukryć lub zracjonalizować. Słowa biegłej psycholog (Nawiasem nadużywającej alkoholu przez 30 lat.): „dziecko powiedziało, że matka wykręcała mu ręce, ale nie powiedziało, że wcześniej było niegrzeczne”......
Proponuję wyjść z tego systemu agresywnych wymówek oraz ideologii i spojrzeć w życiorysy takich osób. Pewne rzeczy się powtarzają w kilku konfiguracjach:

  • na poziomie relacji bycie ofiarą przemocy. Jak ofiara staje się sprawcą? To proste choć rozwleczone w czasie: ofiara nauczona jest nie reagować, nie skarżyć się (pod groźbą zwiększenia agresji wobec niej), na tej bazie powstaje lojalność wobec sprawcy (chronienie sprawcy), co jest pierwszym krokiem do stania się sprawcą. Dalej już idzie jak z płatka. Jesteś sprawcą, więc nie jesteś już ofiarą. Pamiętacie? Albo ty zjadasz albo ciebie zjadają. Ten przemocowy systemik myślowy łatwo się sprzedaje: systemik, bo jest niesamowicie łatwy. W tym systemiku nie ma trzeciej alternatywy. To jest jak widzicie życie w odrealnieniu, w skrajnym ograniczeniu myślowym ale działa.
    - poziom biologiczny. Tu chyba będziecie zaskoczeni Okazuje się, że sprawcy, osoby agresywne cierpią na choroby układu nerwowego o podłożu genetycznym. Czyli widzicie jak się ma mit o agresywnych zwycięzcach do realności? Degradacja genetyczna. Osoby o uszkodzonym, wadliwym genotypie. Są to wybiórcze uszkodzenia, nie wpływające na intelekt. Stąd te liczne i nawet systemowe usprawiedliwienia że przetrwają najsilniejsi. I jakże logiczne, co? Stąd wojny, stąd te radości z zabijania rzekomych wrogów. Stąd wreszcie ograniczanie przestrzeni i warunków życiowych ludziom normalnym, spokojnym. Oni rządzą, oni ustalają wygodne dla nich reguły. Sądzę, że natura w historii Ziemi nieraz poradziła sobie z takim problemem. W programie pt „Dzika Polska” usłyszałem kiedyś zdanie o czasookresie trwania gatunków szacowanym na około 7 mln lat. Ludzki też podobno ma swój czas. Z tym, że są tutaj dwie możliwości. Nowe gatunki ewoluują z poprzednich. Z normalnych, zdrowych ludzi ma szansę wyewoluować kolejny gatunek. Z ludzi, którzy niszcąc innych ludzi degradują w ten sposób populacje zdrowych genów, po czym (i w międzyczasie) sami giną. Jakiemu gatunkowi oni dadzą początek? Albo żadnemu bo wymrą albo takiemu, który się nie rozwija i którego przedstawiciele po spłodzeniu potomstwa umierają na choroby degeneracyjne, Przykładowo: w programach TV częst słyszy się kometarze odnośnie ryby zwanej rekinem: że to taka doskonała maszyna do zabijania. Teraz, jak wygląda to zdanie w kontekście dzisiejszego wpisu, no nie? Moim zdaniem rekin jest przestarzałą konstrukcją genetyczną. Do tego taką, która od 200 mln lat nie rozwinęła się (robotyka poszła w tym samym kierunku). Pozornie odległy komentarz ma wiele wspólnego. W minionym tygodniu (dziś mamy niedzielę) prowadziłem korespondencję z pewnym inżynierem informatykiem, który uważa: jeśli on czegoś nie rozumie, to znaczy, że nikt tego nie rozumie. W efekcie, nie można rozwijać czegoś, czego on nie rozumie, ponieważ patrz punkt pierwszy, wykonanie czegoś czego on nie rozumie nie jest możliwe, ponieważ takowa rzecz nie może istnieć. Czyli 99,9 % świata nie istniałoby (gdyby to myślenie było prawidłowe). Czy powstanie takich ludzi jak ten fachowiec we wszechdziedzinach (tak mu się wydaje) ma jakiś cel ewolucyjny? Tak, przyspieszenie wymarcia gatunku ludzkiego. Co ma jedno z drugim? O matko.......