wtorek, 21 października 2014

Technologia zwalczania Polaków

W tym wpisie wróce do szkoły, do której chodził mój syn. Akcja toczy się ponownie wokół lekcji na basenie. Krzycząca Pani z wuefu, nic takiego no nie? Moje dziecko, które broni się gdy ona próbuje wrzucić je do zimnej wody. Jego wychowawczyni atakująca mnie, gdy powiedziałem jej, że matka go bije i poprosiłem o pomoc. Przecież tu chodzi o coś zupełnie odwrotnego: zniszczyć Polaków póki są jeszcze mali. W ramach tego niszczenia wyszła na jaw straszna sprawa (choć dla twardej pani sędzi wydziału rodzinnego wcale nie straszna). W tym roku (kiedy mój syn na szczęście chodzi do innej szkoły) miały miejsce następujące sytuacje: chłopcy ze starszej klasy przychodzili do szatni, kiedy przebierali się w niej koledzy mojego syna z trzeciej klasy i upokarzali ich wyśmiewając ich małe penisy (bo oni mieli już większe, nie nie?) oraz zmuszali ich, żeby je sobie mierzyli. Tym razem prokuratura chętnie zajęła się dotraumatyzowniem obydwu grup chłopców. Tak się to robi. Grupa chłopców, którzy mają traumę do końca życia i zamiast rozwijać się będą musieli poświęcić część czasu na wygrzebanie się z tej traumy.
Psycholog napierdala trauma trauma, no nie? Życzę Pani prokurator, żeby stała się ofiarą przemocy, pani z wuefu oraz byłej wychowawczyni mojego syna.
Ci mali sprawcy nie są świadomi, że uwikłano ich matki (bezmyślne stworzenia, ptasie móżdżki) w myślenie, że przemoc wobec dzieci (a szczególnie synów) jest dobra. Oni w ramach kompensacji tych lat poniżeń zrobili innym coś co odzwierciedlało jak oni się czują: niekompetentni, poniżeni, upokorzeni.
Kolejne dzieci, których rozwój został powstrzymany. Chodzili do klasy sportowej, mieli być olimpijczykami. Ale będą się wychowywać w ośrodku dla niegrzecznych gdzie jak słyszałem wychowawca załatwia problemy waląc dwunastolatków pięścią w brzuch. Będą mieli za swoje, no nie? Widać, że jest to efekt nie reagowania prokuratury na przemoc matek wobec dzieci? Czy jest to jeszcze niezbyt wyraziste? Czyli etap, lata wcześniej. Gdyby prokuratura i policja nie chroniły sprawczyń przemocy nie doszłoby do tego. Nie chronienie jest pierwszym etapem krzywdzenia dzieci przez prokuraturę i policję w Polsce, interweniowanie dopiero gdy dzieci stają się sprawcami oraz brutalność doświadczana w ośrodkach jakże wychowawczych to drugi (i nie ostatni jak wiemy) etap niszczenia Polaków. Jakże wspaniałym narzędziem jest ta prokuratura, nieprawdaż?
Zastanawiam się czy w ramach materiałów dowodowych zapytali dzieci czy to wszystko filmowały. Bo „nie ma filmu, nie ma przestępstwa”. Pracownicy systemu prawnego w Polsce lubią takie filmy.

A potem wódeczka, kokaina, modlitwa i do pracy (jakże kosztownej "pracy"). O ofiarach nie mówię, bo policji ci chłopcy nie interesują (chyba, że mają filmy).

piątek, 3 października 2014

psychopaci cofają świat - "new dark ages"

Jak pisałem psychopata to osoba u której mózg przedwcześnie przestał się rozwijać i od tego momentu rozwija się w kierunku patologicznym: sadyzm, agresywne zachowania, skłonność do nadużywania substancji psychoaktywnych, manipulacja, paranoiczny lęk.
Mitem jest błyskotliwy psychopata. Psychopata to ktoś, kto potrafi zrobić dobre wrażenie, kto bardzo często (zbyt często) jest wybierany na szefa. Dlaczego? Dlatego, że ma wyidealizowany dzięki mechanizmom obronnym obraz siebie. Nie jest kompetentny i nie zdaje sobie sprawy z trudności jakie mogą go spotkać. Dzięki temu na rozmowie kwalifikacyjnej wypada świetnie. Brak wyczucia, brak rozumienia sytuacji, szybkie wpadanie w gniew. W sytuacji kryzysu psychopata stosuje typową strategię: szuka kozła ofiarnego. Nie, nie rozwiązuje problemu, to jest poza jego zasięgiem. Za to sprzedaje innym bajkę, że to ktoś inny ma problem, ktoś inny sobie nie radzi, nie on. Tak funkcjonuje wspólczesny świat. W Polsce psychopatia jest w rozkwicie powodując degradację relacji międzyludzkich. Na pierwszy plan wysunął się swoisty kanibalizm. Czy raczej kanibalizm w nieco zmodyfikowanej formie. Jedni patrzą na drugich jak na jedzenie (źródło pieniędzy).
W Anglii, gdzie nadal mieszkam system wydaje się funkcjonować bardziej praktycznie i jeśli psychopata w dalszej fazie przynosi straty (bo jakżeby inaczej) jest wyrzucany po tym jak nie udaje mu się stworzyć odpowiednio wiarygodnego kozła ofiarnego. Psychopata przynosi zysk kiedy za wszelką cenę wyciska z ludzi siódme poty dla zrobienia wyniku finansowego. Ale nie potrafi wyczuć granicy, kiedy przestać i co dać w zamian. Okazuje się, że pieniądze jako jedyna motywacja działają tak, że ludzie się wypalają, zwalniają z pracy. Kto jest winien, oczywiście szef ze swoją strategią "jakoś to będzie a w razie kłopotów wytworzy się winnego". No więc psychopatyczny szef nie ma wiedzy o procesie grupowym, bo po co, no nie? Ma pod ręką starą, wytartą strategię szukania kozła ofiarnego. Zamiast rozwiązać problem stwarza wrażenie, że to ktoś inny zawinił. No dobrze, osoba zostaje ukarana lub zwolniona ale po pewnym czasie psychopata znowu ma kryzys. Pije, ćpa i szuka kozła ofiarnego. Jednak kolejny raz? Świat dostosował się do ich poziomu myślenia, rozumienia, fukncjonowania. A raczej oni go sobie tak dostosowali. Ten schemat działa na wszelkich szczeblach hierarchii społecznej.

Nieraz spotkałem się w korespondencji z menadżerami firm hitech, że postęp jest. Jak u komunistów. Przecież mamy trabanty, wartburgi, syrenkę itd. Niczego tym samochodom nie brakuje, a nawet są lepsze niż ten zachodni szajs typu mercedes, BMW, volkswagen, porsche. Dokładnie taka sytuacja panuje dziś w dziedzinie robotyki i technologii AI.

niedziela, 29 czerwca 2014

Agresywni = genetycznie uszkodzeni

Znowu muszę przejść przez mękę przekształcenia objętości informacyjnej w wąski strumień słów. Przepraszam, że znowu piszę bez ogródek (patrz tytuł wpisu) ale nie znam się na dyplomacji. Prawie każdy kolejny wpis jest nawiązaniem do któegoś z poprzednich. Ten nawiązuje to nienormalnego mitu pt”przetrwają bardziej agresywni”. Silniejsi? Ale co to dzisiaj oznacza jeśli nie „bardziej agresywni”? Ta „magiczna” liczba 12 daje mi pretekst to wielu podsumowań. Jednym z nich jest obserwacja z czego składają się osoby nadmiernie agresywne. Napisałbym: mające problem z agresją, ale te osoby nie uważają tego za problem. Jedyny ich problem to: jak to ukryć lub zracjonalizować. Słowa biegłej psycholog (Nawiasem nadużywającej alkoholu przez 30 lat.): „dziecko powiedziało, że matka wykręcała mu ręce, ale nie powiedziało, że wcześniej było niegrzeczne”......
Proponuję wyjść z tego systemu agresywnych wymówek oraz ideologii i spojrzeć w życiorysy takich osób. Pewne rzeczy się powtarzają w kilku konfiguracjach:

  • na poziomie relacji bycie ofiarą przemocy. Jak ofiara staje się sprawcą? To proste choć rozwleczone w czasie: ofiara nauczona jest nie reagować, nie skarżyć się (pod groźbą zwiększenia agresji wobec niej), na tej bazie powstaje lojalność wobec sprawcy (chronienie sprawcy), co jest pierwszym krokiem do stania się sprawcą. Dalej już idzie jak z płatka. Jesteś sprawcą, więc nie jesteś już ofiarą. Pamiętacie? Albo ty zjadasz albo ciebie zjadają. Ten przemocowy systemik myślowy łatwo się sprzedaje: systemik, bo jest niesamowicie łatwy. W tym systemiku nie ma trzeciej alternatywy. To jest jak widzicie życie w odrealnieniu, w skrajnym ograniczeniu myślowym ale działa.
    - poziom biologiczny. Tu chyba będziecie zaskoczeni Okazuje się, że sprawcy, osoby agresywne cierpią na choroby układu nerwowego o podłożu genetycznym. Czyli widzicie jak się ma mit o agresywnych zwycięzcach do realności? Degradacja genetyczna. Osoby o uszkodzonym, wadliwym genotypie. Są to wybiórcze uszkodzenia, nie wpływające na intelekt. Stąd te liczne i nawet systemowe usprawiedliwienia że przetrwają najsilniejsi. I jakże logiczne, co? Stąd wojny, stąd te radości z zabijania rzekomych wrogów. Stąd wreszcie ograniczanie przestrzeni i warunków życiowych ludziom normalnym, spokojnym. Oni rządzą, oni ustalają wygodne dla nich reguły. Sądzę, że natura w historii Ziemi nieraz poradziła sobie z takim problemem. W programie pt „Dzika Polska” usłyszałem kiedyś zdanie o czasookresie trwania gatunków szacowanym na około 7 mln lat. Ludzki też podobno ma swój czas. Z tym, że są tutaj dwie możliwości. Nowe gatunki ewoluują z poprzednich. Z normalnych, zdrowych ludzi ma szansę wyewoluować kolejny gatunek. Z ludzi, którzy niszcąc innych ludzi degradują w ten sposób populacje zdrowych genów, po czym (i w międzyczasie) sami giną. Jakiemu gatunkowi oni dadzą początek? Albo żadnemu bo wymrą albo takiemu, który się nie rozwija i którego przedstawiciele po spłodzeniu potomstwa umierają na choroby degeneracyjne, Przykładowo: w programach TV częst słyszy się kometarze odnośnie ryby zwanej rekinem: że to taka doskonała maszyna do zabijania. Teraz, jak wygląda to zdanie w kontekście dzisiejszego wpisu, no nie? Moim zdaniem rekin jest przestarzałą konstrukcją genetyczną. Do tego taką, która od 200 mln lat nie rozwinęła się (robotyka poszła w tym samym kierunku). Pozornie odległy komentarz ma wiele wspólnego. W minionym tygodniu (dziś mamy niedzielę) prowadziłem korespondencję z pewnym inżynierem informatykiem, który uważa: jeśli on czegoś nie rozumie, to znaczy, że nikt tego nie rozumie. W efekcie, nie można rozwijać czegoś, czego on nie rozumie, ponieważ patrz punkt pierwszy, wykonanie czegoś czego on nie rozumie nie jest możliwe, ponieważ takowa rzecz nie może istnieć. Czyli 99,9 % świata nie istniałoby (gdyby to myślenie było prawidłowe). Czy powstanie takich ludzi jak ten fachowiec we wszechdziedzinach (tak mu się wydaje) ma jakiś cel ewolucyjny? Tak, przyspieszenie wymarcia gatunku ludzkiego. Co ma jedno z drugim? O matko.......

sobota, 7 czerwca 2014

Polaków do pieca.

Infantylność współczesnych idiotów polega na tym, że mimo iż wiedzą że ktoś to już wynalazł oni chcą poczekać aż ich grupa narodowościowa to wynajdzie (lub ukradnie). Możemy poczekać, no nie? Polaków uważają za grupę konkurencyjną lub nawet wrogą. Polaków do pieca, zgadza się?
I do tego, żeby wynalazł to ktoś o stopniu naukowym niższym niż doktorski, i do tego nie zatrudniony w wielkiej firmie prowadzącej badania naukowe? Ich strach o pracę, w której płacą za udawanie, że się pracuje. Tak jak pisałem poprzednio, nie za wyniki. Boją się konsekwencji gdyby mnie dopuścili. Boją się, że ci którzy dają im kasę z budżetu zapytają: to na co poszły dotychczas dane wam miliardy?; Skoro koleś pracujący w szpitalu jako psycholog sądowy za 400 funtów na miesiąc wyprzedził was o 90 lat? Żenada prawda? 

niedziela, 25 maja 2014

Uniwersytety zazdrości

Rozważam zagadnienie od tej strony: kadra naukowa na uniwersytetach nie jest opłacana za udzielanie odpowiedzi. Im płaci się za stawianie pytań. To jest mówiąc prosto odpowiedź na pytanie, dlaczego ja rozumiem to bardziej a nie kadra. Tam jest struktura wzajemnego pilnowania się, żeby ktoś nie "wyskoczył" ponad swoistą konwencję myślową. W realu konwencja myślowa oznacza zabicie twórczego myślenia. Czytałem w internecie opisy niezależnych twórców dotyczące nowocześniejszych niż istniejące silników samochodowych oraz źródeł energii elektrycznej (jakże potrzebujemy żarówek i TV). Oni borykają się z tym samym co ja: ich bystrość umysłu wyrosła ponad to, czego nauczono ich na uniwerku (małym rowerku) co zrozumiałe, uni po latach jest jak szkoła podstawowa, taka jest moim zdaniem rola uniwersytetu Uczy ale i uczy twórczości. do pewnego momentu. Mój adiunkt z metodologii stawiał na wykładach pytania i nie udzielał odpowiedzi. Odpowiedzi udzieliła praktyka w zaledwie kilka pierwszych lat pracy. Myślałem o nim: jaki mądry doktor, nie udziela odpowiedzi pozostawił nam miejsce na twórcze myślenie. Ale dzisiaj, po niedawnej korespondencji z nim, nie jestem pewien czy takie było jego zamierzenie. Tak ja go zrozumiałem, prawdopodobnie zgodnie z zasadą, którą przedstawiła mi moja szefowa, już teraz była, pozdrawiam: "Ty zawsze przypisujesz ludziom więcej inteligencji niż jej naprawdę mają". No właśnie. Moja projekcja mnie samego. Wracając do wynalazcy, który w zeszłym roku pisał, że potrzebuje 50 tys zł na zbudowanie nowego typu silnika benzynowego. Po giełdzie przewala się dziennie 1,5 mld złotych a nie ma pośród inwestorów mądrego, który zauważyłby, że inwestycja w pomysł lub wynalazek daje wysokie prawdopodobieństwo multi-stopy zwrotu. Giełda w wielu wypadkach (tak dosłownie) nie daje go wcale. To puste spółki-córki bogatych firm, opłaceni naganiacze-analitycy itd. Zarobiłem, tak, bo rozumiem jak giełda działa. Tylko dlatego. Ale, nie zgubmy odpowiedzi na pytanie z początku wpisu. Dlaczego nie kadra uni, bo tam jest nuda, co to znaczy? Że jedni drugich pilnują, żeby myśli nie wypełzły im poza ramy. Metodologię trzeba umieć. Byłem w mniejszości tych, którzy zdali ją za pierwszym razem. Ale z wiedzy trzeba zrobić sztukę a nudne frazy definicji.......dopowiedzcie sobie sami. Jest już to teraz jasne? Wolny umysł, to nie umysł pracownika uniwersytetu.
Częścią tej zazdrości była swego czasu myśl: jeśli ktoś myśli że można skonstruować helikopter, to ma schizofrenię i jest narcyzem. I pedałem i hujem i skurwysynem. Sikorski ty pedale;-) I należy napisać o nim kredą na ścianie: Robert to huj. I skopać i opluć i ukraść Ani misia i powiedzieć pani wychowawczyni, że to on ukradł.
Rozumiecie? 

środa, 21 maja 2014

Ewolucja

Tak, profesor Manzotti ma rację: stworzyłem dla mojego projektu swoistą ontologię. Dotychczas tak tego nie nazywałem ale to oczywiste, że aby stworzyć sztuczne życie musi zaistnieć dla niego adekwatna ontologia. Zastanawiałem się dlaczego ludzie tacy jak my nie mają środków finansowych na rozwój swoich pomysłów. Z tym, że czytając jak on rozumie świadome oprogramowanie zrozumiałem jedno: on jest profesorem a ja wiem jak to działa. Jak to powiedział znajomy z pracy do swojego kolegi: jesteśmy jak głupi i głupszy, tylko że ja jestem łysy (żart dla inteligentnych). To taka dygresja na temat czasów w jakich żyjemy: jeden jest mądry a drugi jest profesorem. Jeden jest mądry a drugi ma pieniądze. No, to złośliwość sfrustrowanego frontiera w dziedzinie sztucznej inteligencji czy jak mnie tam nazwać. Edison był przedsiębiorcą, nie profesorem. tak mnie wkurwili ci doktorzy i profesorzy, że teraz sobie ulżę. Czego oni mnie mają uczyć? Jazdy na dziecięcym rowerku. To tak jakby wynalazcy silnika benzynowego czy elektrycznego, mniejsza z tym poradzić: wiesz co zapisz się na studia do mechaników rowerowych oni cię będą uczyć. Pytam, kurwa czego? W takich czasach żyjemy.
Ale do rzeczy: jeden jest wybitny w zarabianiu pieniędzy, drugi jest wybitny (patrz ja) w rozumieniu skrajnie skomplikowanych problemów w swojej dziedzinie. Owszem, bogaty chciałby ukraść pomysł i mieć wszystko: pieniądze i miejsce w historii nauki. Ale zróbmy to tak, żeby bogaty nie czuł się tylko dawcą kasy dla wybitnego, ale też żeby nie był złodziejem. Widzę to tak: dwóch wybitnych w swoich dziedzinach łączy swoje siły i zarabia na projekcie. Tak to można rozwiązać. Prestiż i sława może należeć do obu. Drugą skrajnością są upokarzające programy typu dragons den, gdzie bogaty upokarza wybitnego karząc mu spierdalać z jego wynalazkiem. Zazdrość. Rywalizacja przekręcona w skrajność spowalniającą postęp cywilizacyjny. Jakoś trzeba to rozwiązać, zgadza się?

Mój projekt z dnia na dzień rozwija się, staje się coraz bardziej zrozumiały. Im bardziej zrozumiały się staje tym jest bardziej oczywisty. Oddalam się od rozumienia profesorów, którzy nie rozumieją jak to działa. Zaczynam się śmiać z ich dywagacji, konferencji. Tak profesorze Manzotti. O czym tu gadać, trzeba to zrobić.

Wracając do poprzedniego akapitu: Bogaty ma firmę rozwijającą oprogramowanie wynalazca jest mózgiem technicznym firmy. Jednym słowem bogaty jest mózgiem zarabiającym pieniądze dla obu a wynalazca jest mózgiem dającym towar w postaci własności intelektualnej dzięki której te pieniądze można zarabiać. Nie wiem jak to ująć prościej. Przedszkolak by zrozumiał.

Myślę, że najlepszy efekt dałoby przeniesienie schematu jak w przypadku wytwórni filmowej i aktora. Wytwórnia robi wszystko, żeby wypromować gwiazdę i zarabia na tym, aktor robi wszystko by swoim talentem wypromować film i wytwórnię, bo dzięki temu zarobi. Nikt nie upokarza aktora za talent, bo wtedy nikt by nie zarobił. Taka właśnie sytuacja panuje teraz na rynku innowacji. Innowacja to nawiasem mówiąc modne marketingowo słowo ale nic za nim nie stoi. Większość firm uważa, że fajnie wygląda na bilboardzie i to wszystko. Mówią "innowacja" a robią średniowiecze.
Można? Można, na wszytko jest sposób. No prawie wszystko ale dzięki skopiowaniu schematu z przemysłu filmowego możliwe byłoby wyjście z tej technologicznej zapaści w jakiej znajduje się dzisiejsza cywilizacja. Przykład? Poza nie promowaniem i upokarzaniem wynalazców przez bogatych. Przemysł samochodowy: przestało się opłacać produkować długowieczne samochody. Idąc dalej: najbardziej opłaca się produkować drewniane rowery a nie super wytrzymałe mercedesy. Bo taki rower to zjedzą korniki, spróchnieje, namoknie i klient będzie musiał kupić nowy. To się, panie opłaca na myślowej wsi zwanej cywilizacją. drewniane rowery i słowa w butach. To najbardziej chodliwe sposoby myślenia i zarządzania "technologiami". Technologia się nie opłaca. Opłaca się bycie panem wśród biedaków, opłaca się być królem biednej głodującej zjadającej siebie nawzajem chołoty. Ale czy to powód do dumy? czy wtedy można być dumnym królem? Przecież społeczeństwo i jego poziom życia jest wizytówką króla, jego umiejętności zarządzania, jego kultury. Nie jest tak? Moja koleżanka powiedziałaby: kolejna umoralniająca gadka. Bo moralność, proszę was, nie jest w modzie a biedny wynalazca czyli ja rodem z chołoty potrzebuje trochę patosu. No to go mam, no nie? Zajebiście. Pozdrowienia dla mechaników rowerowych i producentów drewnianych, szybko psujących się rowerów.

środa, 14 maja 2014

Czego boją się twórcy sztucznej inteligencji

Sądzę, że błędne procesy myślowe, z których powstał film terminator wycisnęły jednak głębokie piętno na mózgach także inteligentnych ludzi. Weźmy larryego page'a, który stworzył światową sieć o mocy obliczeniowej iluś tam teraflopów i czeka aż owa sieć nagle, zapewne którejś nocy przebudzi się i zacznie żyć autonomicznie. Powodzenia Larry.
Konsekwencją czy kolejnym błędem w myśleniu jest przekonanie, że uzyskanie świadomości przez program jest początkiem armageddonu. To jak już pisałem metafora kary za zbrodnie, afekt wyrzutów sumienia a nie realna reakcja potencjalnego systemu komputerowego mającego świadomość. To jest moc kina, no nie? Trudno to zwalczyć i urealnić.